Ranek. Promienie słońca odbijały się od lustra wiszącego w męskim dormitorium w ten sposób że trafiały Petera prosto w oczy. Chociaż miał zamknięte powieki, przeszkadzało mu to. Chłopak otworzył oczy i szybko obrócił się na drugi bok jednak z tej strony także został oślepiony. Obrócił się więc na brzuch i leżał twarzą do poduszki. Próbował zasnąć. Jednak przypomniał sobie że na dzisiaj był umówiony z Eileen. Spojrzał na budzik. Z ulgą stwierdził że ma jeszcze pół godziny. Usiadł na łóżku i przetarł oczy. Tom jeszcze spał, reszta gryfonów także. "Dzisiaj jest ten dzień" pomyślał. Były jego 18 urodziny. Chłopak wstał, wziął ubrania i poszedł powoli do łazienki przemyć twarz.
Po chwili wyszedł ubrany i odświeżony. Pachniał żelem pod prysznic. Jego rude włosy były jeszcze wilgotne po myciu. Peter wszedł z powrotem do dormitorium, wrzucił do walizki parę ubrań. Rozejrzał się. Toma nie było w łóżku. Chłopak zaczął się zastanawiać gdzie też jego przyjaciel się podziewa. W tej chwili poczuł uderzenie w bok.
-Najlepszego z okazji osiemnastki!-krzyknął blondyn który znikąd pojawił się obok Petera
-Dzięki! Nie drzyj się!-odpowiedział rudy chłopak również krzycząc.
-Może to nie za dużo ale wiesz jak stoję z kasą...-powiedział Tom wręczając solenizantowi małą paczkę.
-Stary, nie musiałeś. Wystarczyłoby mi tylko to że pamiętałeś.- powiedział Peter niechętnie przyjmując prezent.
-Otwórz, myślę że ci się spodoba.-powiedział blondyn wskazując paczkę.
Rudy chłopak rozwiązał wstążkę, odchylił wieczko i wytrzeszczył oczy. Po wnętrzu pudełka biegał...smok, a właściwie model smoka walijskiego. Peter chwycił smoka i wyjął go z pudełka dalej nie wierząc własnym oczom.
-Ale, ale skąd...-zaczął
-Mam swoje kontakty w ministerstwie.-przerwał mu Tom
-Dzięki, nawet nie wiesz jak bardzo podoba mi się ten prezent. Tylko, czy mógłbyś potrzymać go do jutra bo widzisz...-znów zaczął.
-Jedziesz do Eileen, prawda?-przerwał mu blondyn uśmiechając się.
-Tak, jakbyś zgadł.-odpowiedział Peter.
-Znam cię aż za dobrze, podoba ci się, prawda?-pytał Tom dalej się uśmiechając.
-No wiesz...Nie szczerz się tak bo ci zęby powypadają!-odpowiedział rudy chłopak, a jego przyjaciel wybuchł śmiechem.
-Po co ja pytałem, przecież wiem że tak, widziałem jak na nią patrzysz. No proszę, nieustraszony P się zakochał. Tylko czekać jak mnie też to spotka.-mówił blondyn.
-Dobra, lecę, dzięki za prezent!-krzyknął Peter chwytając walizkę i wychodząc z dormitorium.
Chłopak przebiegł przez pokój wspólny, zbiegł po schodach i szybko znalazł się w sali wejściowej gdzie czekała już na niego Eileen z którą był umówiony. Nie zdążył się nawet dobrze przywitać, a ona już zaczęła ciągnąć go w stronę Hogsmeade i na miejscu deportując się. Chłopak starał się ocknąć i mieć jasny wgląd do tego co się dzieje, ale zanim cokolwiek powiedział lub się rozejrzał dziewczyna już ciągnęła go stronę miejsca które Peter poznał z daleka. Była to jego ulubiona kawiarnia. Eileen nie dała nawet chłopakowi czasu na zdjęcie płaszcza. Od razu pociągnęła go do jego ulubionego stolika. Z tego dziwnego transu rudy gryfon obudził się dopiero gdy znalazł się na krześle. Patrzył zdziwiony na ślizgonkę siedzącą przed nim. Dziewczyna podała mu menu.
-Wszystkiego najlepszego, Pete.-powiedziała-Mam nadzieję, że nie gniewasz się na mnie za ten mały podstęp.
Chłopak niepewnie pokręcił głową. Siedzieli i rozmawiali przez parę godzin. Kelnerka przyniosła nieduży tort który wcześniej zamówiła Eileen. Dziewczyna pochyliła się nad stolikiem i powiedziała "Pomyśl życzenie Pete." Rudy gryfon posłuchał ślizgonki i zanim zrobił co kazała popatrzył jak opiera się plecami o krzesło i przymyka oczy.
"Chciałbym żeby przyjaźń między mną a Eileen trwała długo, nawet coś więcej niż przyjaźń." Pomyślał i zdmuchnął cztery świeczki wbite w tort. Potem czarodzieje rozmawiali jeszcze chwilę. Peter już chciał poprosić o rachunek, ale dziewczyna go wyprzedziła. Zapłaciła i razem z gryfonem opuścili kawiarnię. Chłopak zastanawiał się gdzie Eileen ciągnie go tym razem. Okazało się, że do kina mieszczącego się w masywnym budynku w samym centrum miasta.Czerwone kanapy, mini bar z napojami i popcornem oraz tablica z repertuarem. Te rzeczy znajdowały się w trochę dusznym pomieszczeniu. Dziewczyna wskazała palcem tablicę i kazał wybrać Peterowi film. Gryfonowi wpadł do głowy pomysł obejrzenia horroru. Wiedział, że ślizgoni nienawidzą się bać, jednak on nie czuł tego uczucia od bardzo dawna, nie licząc jego koszmaru. Czarodzieje podeszli do kasy, kupili bilety i ruszyli na seans. Petera przez cały film śmieszyło zachowanie Eileen. Dziewczyna co chwilę zasłaniała twarz i ją odsłaniała, leżąc na ramieniu przyjaciela. Widać było że bardzo się bała.
Widać było też rozczarowanie gryfona i ulgę ślizgonki po zakończeniu filmu. Razem wyszli z sali. Teraz dziewczyna pociągnęła go do jakiegoś zrujnowanego miejsca.To miejsce wyglądało jak opuszczona sala balowa. Na jednej ze ścian wisiały popękane lustra, tynk odpadał od ścian, a farba na suficie łuszczyła się. Eileen przebrała kozaki na czarne buty na niskim obcasie i narzuciła na siebie czarny sweterek. Według Petera wyglądała świetnie, z resztą jak zwykle. Ślizgonka podeszła do niego. Chłopak zdjął płaszcz.
- Niedługo bal na zakończenie szkoły, pomyślałam, że moglibyśmy trochę poćwiczyć -wyjaśniła i mimo tego że chłopak nie umiał tańczyć, wyciągnęła go na środek sali. Czarodzieje przez większość czasu obijali się o ściany, śmiejąc się w niebo głosy. Peter cały czas był zapatrzony w oczy Eileen. Czasami przesadzał z wygłupami, a wtedy ona karciła go wzrokiem. Na nauce tańca spędzili parę godzin. W końcu zebrali się i wyszli. Peter po drodze wpatrywał się w dziewczynę. Dojście od jej mieszkania zajęło im jakieś dwa razy dłużej niż zwykle. Do środka weszli po cichu, jednak ojciec Eileen jeszcze nie spał. Oznajmił ze kolacja czeka w kuchni, Peter ma przygotowany materac w pokoju dziewczyny, a prezent czeka w salonie. "Prezent?" spytał się chłopak w myślach, usiadł w kuchni i zaczął jeść kolację. Był bardzo głodny, więc połowa zniknęła w momencie. Po chwili przyszła Eileen z jakimś pudłem z otworami po bokach i wręczyła je Peterowi. Gryfon otwarł pudełko i jego oczom ukazał się mały kotek. Kotek, o takim samym kolorze sierści jak on włosów. Tak, ten kot był rudy. Chłopak uwielbiał koty. Zwierzak spał zwinięty w kłębek. Peter zaczął gładzić kotka po futerku. Zaczął zastanawiać się także jak go nazwać.
-Ma na imię Pete.-powiedziała Eileen.
Chłopak spojrzał na nią uśmiechając się, a potem spojrzał na rudego kociaka który ukazał swoje zielone oczy.
-No proszę, moja kocia wersja. Te same oczy i włosy. Jeszcze tylko poczucia humoru brakuje.-mówił gryfon uśmiechając się.
-Ooo i skromności.-powiedziała ślizgonka.
Peter chwycił pudełko i poszedł do sypialni. Rzucił się na materac tak że Pete w pudełku aż podskoczył. Po chwili do sypialni weszła też Eileen i położyła się do łóżka. Chłopak patrzył jak powieki się jej zamykają i postanowił wślizgnąć się jej do łóżka. Wszedł pod kołdrę i zaczął się pod nią czołgać. Położył się na poduszce obok dziewczyny. Eileen otwarła powieki i usłyszała "No hej", po czym zrzuciła go z łóżka.
-Co ty tu robisz?!-krzyknęła.
-Ciiii, obudzisz swojego tatę.-mówił Peter i rzucił się na łóżko jeszcze raz z taką siłą że dziewczyna aż wzniosła się lekko w powietrze.
-Ehhh...-wzdychnęła Eileen i poszła spać. Chłopak uśmiechnął się i także zamknął oczy. Ze snu wyrwał go uścisk który odczuł na klatce piersiowej. Ślizgonka przytulała go ostatnio tak mocno kiedy jej ojciec był w szpitalu. Peter wzruszył ramionami i odwzajemnił uścisk. Nawet nie zauważył kiedy powieki same mu opadły. Rano obudziło go pukanie do drzwi sypialni i głos ojca Eileen "Wstawać! Już 10:00!". Dziwne było to że dziewczyna nie reagowała ani na jedno, ani na drugie. Spała dalej. W końcu Phill wszedł do sypialni. Widząc dwoje czarodziejów wtulonych w siebie powiedział tylko:
-Tak, jest dla ciebie jak brat córciu.- i wyszedł.
Peter roześmiał się. Uwielbiał poczucie humoru ojca Eileen. W końcu dziewczyna otwarła oczy i nie puściła chłopaka. Jakby w nocy zrobiła to naumyślnie.
sobota, 29 grudnia 2012
czwartek, 27 grudnia 2012
Rozdział 15
Słońce zaczęło leniwie unosić się nad linią horyzontu. Styczeń. Płatki śniegu zasypujące wszystko na zewnątrz. Za oknem biały, zimowy krajobraz, wyglądający jakby był zrobiony z waty. Zaśnieżony dziedziniec. Śmierć. Cierpienie. Miłość. Dwie dziewczyny zupełnie różniące się od siebie. Jedna stojąca w zielonej poświacie. Druga stojąca jakby w ogniu. Obrazy co chwilę się zmieniały. Peter stał na krawędzi. Po drugiej stronie przepaści stała jakaś postać. Postać tak mroczna że przeląkł się jej nawet rudowłosy gryfon który wcześniej był nieustraszony. Postać poruszyła się. Uniosła swoje czarne ramię w której trzymała różdżkę. Oczom chłopaka ukazała się koścista, blada dłoń i palce o długich, pożółkłych paznokciach. Nagle z różdżki tej przerażającej istoty wystrzelił zielony promień godząc Petera w pierś.
Chłopak wstał gwałtownie, oblany potem. Jego oddech był tak ciężki że obudził blondyna śpiącego w łóżku obok.
-Co się stało-spytał.
-Nic...to chyba...tylko sen.-odpowiedział Peter dysząc.
-Koszmar?-spytał Tom.
-I to jeszcze jaki. Śniło mi się że...że ktoś mnie zabił. Ktoś lub coś.-mówił rudy chłopak.
-Jak ten ktoś...coś wyglądał?-pytał dalej blondyn.
-Był...mroczny. Na samą myśl przechodzą mnie dreszcze.-odpowiedział Peter.
-Ciebie przechodzą dreszcze? To coś nowego.-powiedział Tom uśmiechając się.
-No nie? Matko, jakie to idiotyczne uczucie.-mówił rudy gryfon przecierając oczy.
Czarodzieje znów położyli się. Było jednak zbyt późno by iść spać. Peter wstał, szybko się ubrał i pobiegł na lekcję dzień przeleciał mu jakoś zadziwiająco szybko. Po południu postanowił iść na błonie. Szedł wysłuchując opinii innych uczniów na temat zimy. Uśmiechał się po drodze do wszystkich, gdyż miał świadomość że w sobotę jego urodziny. Jego siostra bardzo go kochała lecz często jej nie było w tym dniu który zdarza się tylko raz w roku. Tak miało być także w teraz. Oczywiście bardzo przepraszała że nie będzie jej w domu, ale Petera męczyło poczucie tego że Emma woli pracę od niego. Właściwie chłopak zastanawiał się gdzie pracuje jego ukochana siostra. Rzadko pytał, a jeżeli pytał to ona zawsze jakoś się wykręcała. Chłopak idąc był tak zamyślony że w końcu uderzył w drzewo. Z przemyśleń wyrwały go gwiazdy fruwające mu tuż przed oczami. Potrząsnął głową i wdrapał się na drzewo. Uwielbiał to robić. położył się na jednej z grubszych gałęzi opierając się o pień. Nie spostrzegł nawet kiedy...zasnął. Z drzemki wybudził go odgłos skrzypiącego śniegu. Ktoś szedł w jego kierunku. Peter spojrzał w dół zasłaniając twarz gałęzią. Ujrzał znajome, zielone oczy i kruczoczarne włosy. "To Eileen!" pomyślał. Dziewczyna usiadła pod drzewem i zaczęła rozmyślać. Tak, zdecydowanie miała jakiś problem, co chwilę wzdychała. W końcu gryfon odezwał się:
-Co tak wzdychasz?-i zeskoczył z drzewa obsypując Eileen cienką warstwą białego puchu, którego część trafiła jej do gardła.
-Głupek!-krzyknęła kaszląc.
-Myślałam o ojcu.-dodała po chwili.
Peterowi jakoś nie chciało się wierzyć. Ślizgonka jakoś wzdrygnęła się kiedy gryfon znalazł się obok niej. Czyżby myślała o nim? Chłopak usiadł pod drzewem obok niej. Przez chwilę oboje milczeli.
-Pojedziesz ze mną do niego w weekend?-wyrwała Eileen.
Peter pomyślał chwilę i pokiwał głową. Widział że dziewczyna jest zmarznięta.
-Dziękuję-powiedziała ślizgonka i oparła głowę o jego ramię.
Siedzieli tak jeszcze przez chwilę. W końcu Eileen wstała i otrzepała się ze śniegu. Peter także wstał i czarodzieje razem ruszyli w stronę zamku. Było ciemno. Jednak nie na tyle ciemno by nie ujrzeć brunatnej czupryny przemykającej zaraz przed twarzą gryfona. Chłopak złapał biegnącą dziewczynę za rękę. To była Rose. Eileen pożegnała się z gryfonami i gdzieś poszła.
-A ty znowu z nią?!-krzyczała Rose.
-Tak i co z tego?-powiedział Peter.
-To z tego że to ślizgonka, a ty spędzasz z nią coraz więcej czasu!-krzyczała dziewczyna dalej.
-Ale co z tego że to ślizgonka? Ona wcale tam nie pasuje!-teraz rudy gryfon także zaczął krzyczeć.
-Ale ty tam pasujesz!-krzyczała Rose.
Peter tylko chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę zamku. W pokoju wspólnym dziewczyna dalej na niego krzyczała lecz ten słuchał jej jak przyciszonego radia. W końcu wstał z kanapy i poszedł spać do dormitorium. Przez całą noc miał w głowie totalną pustkę. Nie była to pustka taka jakby nic mu się nie śniło. Po prostu śniła mu się czarna otchłań.
Chłopak wstał gwałtownie, oblany potem. Jego oddech był tak ciężki że obudził blondyna śpiącego w łóżku obok.
-Co się stało-spytał.
-Nic...to chyba...tylko sen.-odpowiedział Peter dysząc.
-Koszmar?-spytał Tom.
-I to jeszcze jaki. Śniło mi się że...że ktoś mnie zabił. Ktoś lub coś.-mówił rudy chłopak.
-Jak ten ktoś...coś wyglądał?-pytał dalej blondyn.
-Był...mroczny. Na samą myśl przechodzą mnie dreszcze.-odpowiedział Peter.
-Ciebie przechodzą dreszcze? To coś nowego.-powiedział Tom uśmiechając się.
-No nie? Matko, jakie to idiotyczne uczucie.-mówił rudy gryfon przecierając oczy.
Czarodzieje znów położyli się. Było jednak zbyt późno by iść spać. Peter wstał, szybko się ubrał i pobiegł na lekcję dzień przeleciał mu jakoś zadziwiająco szybko. Po południu postanowił iść na błonie. Szedł wysłuchując opinii innych uczniów na temat zimy. Uśmiechał się po drodze do wszystkich, gdyż miał świadomość że w sobotę jego urodziny. Jego siostra bardzo go kochała lecz często jej nie było w tym dniu który zdarza się tylko raz w roku. Tak miało być także w teraz. Oczywiście bardzo przepraszała że nie będzie jej w domu, ale Petera męczyło poczucie tego że Emma woli pracę od niego. Właściwie chłopak zastanawiał się gdzie pracuje jego ukochana siostra. Rzadko pytał, a jeżeli pytał to ona zawsze jakoś się wykręcała. Chłopak idąc był tak zamyślony że w końcu uderzył w drzewo. Z przemyśleń wyrwały go gwiazdy fruwające mu tuż przed oczami. Potrząsnął głową i wdrapał się na drzewo. Uwielbiał to robić. położył się na jednej z grubszych gałęzi opierając się o pień. Nie spostrzegł nawet kiedy...zasnął. Z drzemki wybudził go odgłos skrzypiącego śniegu. Ktoś szedł w jego kierunku. Peter spojrzał w dół zasłaniając twarz gałęzią. Ujrzał znajome, zielone oczy i kruczoczarne włosy. "To Eileen!" pomyślał. Dziewczyna usiadła pod drzewem i zaczęła rozmyślać. Tak, zdecydowanie miała jakiś problem, co chwilę wzdychała. W końcu gryfon odezwał się:
-Co tak wzdychasz?-i zeskoczył z drzewa obsypując Eileen cienką warstwą białego puchu, którego część trafiła jej do gardła.
-Głupek!-krzyknęła kaszląc.
-Myślałam o ojcu.-dodała po chwili.
Peterowi jakoś nie chciało się wierzyć. Ślizgonka jakoś wzdrygnęła się kiedy gryfon znalazł się obok niej. Czyżby myślała o nim? Chłopak usiadł pod drzewem obok niej. Przez chwilę oboje milczeli.
-Pojedziesz ze mną do niego w weekend?-wyrwała Eileen.
Peter pomyślał chwilę i pokiwał głową. Widział że dziewczyna jest zmarznięta.
-Dziękuję-powiedziała ślizgonka i oparła głowę o jego ramię.
Siedzieli tak jeszcze przez chwilę. W końcu Eileen wstała i otrzepała się ze śniegu. Peter także wstał i czarodzieje razem ruszyli w stronę zamku. Było ciemno. Jednak nie na tyle ciemno by nie ujrzeć brunatnej czupryny przemykającej zaraz przed twarzą gryfona. Chłopak złapał biegnącą dziewczynę za rękę. To była Rose. Eileen pożegnała się z gryfonami i gdzieś poszła.
-A ty znowu z nią?!-krzyczała Rose.
-Tak i co z tego?-powiedział Peter.
-To z tego że to ślizgonka, a ty spędzasz z nią coraz więcej czasu!-krzyczała dziewczyna dalej.
-Ale co z tego że to ślizgonka? Ona wcale tam nie pasuje!-teraz rudy gryfon także zaczął krzyczeć.
-Ale ty tam pasujesz!-krzyczała Rose.
Peter tylko chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę zamku. W pokoju wspólnym dziewczyna dalej na niego krzyczała lecz ten słuchał jej jak przyciszonego radia. W końcu wstał z kanapy i poszedł spać do dormitorium. Przez całą noc miał w głowie totalną pustkę. Nie była to pustka taka jakby nic mu się nie śniło. Po prostu śniła mu się czarna otchłań.
sobota, 22 grudnia 2012
Rozdział 14
Peter wbiegł do sali. Zaraz za nim wbiegły dwie pielęgniarki i zaczęły grzebać coś przy urządzeniach obok łóżka, sprawdzając czy mężczyzna wszystko pamięta. Ojciec Eileen uśmiechnął się do niej.
-No, ten jest już lepszy.-powiedział patrząc na rudego gryfona.
Dziewczyna rozpromieniła się. Peter nigdy nie widział jej takiej szczęśliwej. Zawsze zdawała się być twardą, poważną ślizgonką, jednak prawda była zupełnie inna. Potrafiła korzystać z życia, była wesoła. Teraz nawet chłopak uśmiechnął się. Po chwili pielęgniarki które przyszły z Peterem wyszły zostawiając trójkę samą w sali.
-Tato! Jak się czujesz?-spytała Eileen podbiegając do łóżka.
-Jestem...nie wyspany-odpowiedział mężczyzna.
Gryfon roześmiał się.
-Nie mówiłaś że twój tata ma takie wspaniałe poczucie humoru-powiedział.
-Jakoś...nie było okazji...-odpowiedziała dziewczyna wciąż patrząc na ojca.
-Jestem Peter, Peter Gripple, proszę pana.-przedstawił się.
-Widzę że jesteś śmiały. Właściwie nie miałem zamiaru pytać jak się nazywasz.-powiedział ojciec ślizgonki.
-Zawsze lepiej mówić na zapas.-mówił gryfon.
-Masz rację chłopcze, masz rację.-powiedział mężczyzna i chwycił swoją córkę za rękę.
-Cieszę się że cię widzę.-powiedziała Eileen.
-Ja też bardzo się cieszę.-odpowiedział ojciec.
-Chodź Eileen, pewnie twój tata chciałby odpocząć.-powiedział Peter.
-Jeszcze przewiduje potrzeby ludzkie! Ale sobie chłopaka znalazłaś!-mówił mężczyzna podniesionym głosem.
-On jest dla mnie tylko....jest dla mnie jak brat.-powiedziała ślizgonka.
-Niech się pan prześpi. Tak długa drzemka musiała być męcząca.-powiedział gryfon, uśmiechnął się i podał Eileen rękę.
-Nie rozśmieszaj mnie.-powiedział ojciec ślizgonki.
Dziewczyna dała Peterowi podnieść się z krzesła, pożegnała się i razem z nim wyszła z sali.
Po drodze do wyjścia dowiedziała się że jej ojciec może wrócić do domu za tydzień. Idąc do mieszkania Eileen rozmawiali o jej ojcu.
-Nie mówiłaś że twój tatulek to taki świetny gość.-mówił Peter.
Po paru minutach byli już przy drzwiach mieszkania. Weszli razem, chłopak pomógł ślizgonce się rozebrać.
-Za dwie godziny mamy pociąg.-oznajmił Peter i pobiegł do swojego pokoju spakować ubrania.
-Jaki pociąg?! Przecież możemy się deportować!-krzyczała Eileen lecz chłopaka już nie było, więc też poszła się spakować.
Gryfon powrzucał ubrania do walizki chaotycznie, nie składając ich. Zapiął ją i wystawił na korytarz. Była niedziela. Ostatni dzień weekendu, więc czarodzieje musieli wracać do szkoły. Peter wyszedł na korytarz, chwycił walizkę i poszedł do przedpokoju, gdzie już stała Eileen. Chłopak chwycił ją za rękę i razem deportowali się do Hogsmeade. Dziewczyna był dość zaskoczona bo myślała że naprawdę gryfon myśli o pociągu. Teraz wiedziała że to tylko przenośnia.
Przepraszam was że tak słabo ale jestem cholernie zmęczony. Z dedykiem dla Rose która tak bardzo domagała się tego rozdziału.
-No, ten jest już lepszy.-powiedział patrząc na rudego gryfona.
Dziewczyna rozpromieniła się. Peter nigdy nie widział jej takiej szczęśliwej. Zawsze zdawała się być twardą, poważną ślizgonką, jednak prawda była zupełnie inna. Potrafiła korzystać z życia, była wesoła. Teraz nawet chłopak uśmiechnął się. Po chwili pielęgniarki które przyszły z Peterem wyszły zostawiając trójkę samą w sali.
-Tato! Jak się czujesz?-spytała Eileen podbiegając do łóżka.
-Jestem...nie wyspany-odpowiedział mężczyzna.
Gryfon roześmiał się.
-Nie mówiłaś że twój tata ma takie wspaniałe poczucie humoru-powiedział.
-Jakoś...nie było okazji...-odpowiedziała dziewczyna wciąż patrząc na ojca.
-Jestem Peter, Peter Gripple, proszę pana.-przedstawił się.
-Widzę że jesteś śmiały. Właściwie nie miałem zamiaru pytać jak się nazywasz.-powiedział ojciec ślizgonki.
-Zawsze lepiej mówić na zapas.-mówił gryfon.
-Masz rację chłopcze, masz rację.-powiedział mężczyzna i chwycił swoją córkę za rękę.
-Cieszę się że cię widzę.-powiedziała Eileen.
-Ja też bardzo się cieszę.-odpowiedział ojciec.
-Chodź Eileen, pewnie twój tata chciałby odpocząć.-powiedział Peter.
-Jeszcze przewiduje potrzeby ludzkie! Ale sobie chłopaka znalazłaś!-mówił mężczyzna podniesionym głosem.
-On jest dla mnie tylko....jest dla mnie jak brat.-powiedziała ślizgonka.
-Niech się pan prześpi. Tak długa drzemka musiała być męcząca.-powiedział gryfon, uśmiechnął się i podał Eileen rękę.
-Nie rozśmieszaj mnie.-powiedział ojciec ślizgonki.
Dziewczyna dała Peterowi podnieść się z krzesła, pożegnała się i razem z nim wyszła z sali.
Po drodze do wyjścia dowiedziała się że jej ojciec może wrócić do domu za tydzień. Idąc do mieszkania Eileen rozmawiali o jej ojcu.
-Nie mówiłaś że twój tatulek to taki świetny gość.-mówił Peter.
Po paru minutach byli już przy drzwiach mieszkania. Weszli razem, chłopak pomógł ślizgonce się rozebrać.
-Za dwie godziny mamy pociąg.-oznajmił Peter i pobiegł do swojego pokoju spakować ubrania.
-Jaki pociąg?! Przecież możemy się deportować!-krzyczała Eileen lecz chłopaka już nie było, więc też poszła się spakować.
Gryfon powrzucał ubrania do walizki chaotycznie, nie składając ich. Zapiął ją i wystawił na korytarz. Była niedziela. Ostatni dzień weekendu, więc czarodzieje musieli wracać do szkoły. Peter wyszedł na korytarz, chwycił walizkę i poszedł do przedpokoju, gdzie już stała Eileen. Chłopak chwycił ją za rękę i razem deportowali się do Hogsmeade. Dziewczyna był dość zaskoczona bo myślała że naprawdę gryfon myśli o pociągu. Teraz wiedziała że to tylko przenośnia.
Przepraszam was że tak słabo ale jestem cholernie zmęczony. Z dedykiem dla Rose która tak bardzo domagała się tego rozdziału.
czwartek, 20 grudnia 2012
Rozdział 13
Peter widział że śniadanie smakuje Eileen. Dziewczyna podzieliła się z nim. Gryfon miał zamiar iść sobie zrobić ale ona była szybsza i wręczyła jedną grzankę. Zjadła wszystko, do ostatniego kęsa, po czym chwyciła za kubek wypełniony gorącą czekoladą. Wypiła ją szybko, tak szybko, że Peter spojrzał na nią z troską, czy przypadkiem nie poparzyła sobie języka. Patrzył też na nią tak z powodu współczucia. Z powodu tego, że jej ojciec jest w ciężkim stanie w szpitalu. Dziewczyna spojrzała na niego, otuliła się szczelniej kołdrą i oparła się o ścianę, jakby nie miała zamiaru przez cały dzień wstać.
-O której idziesz do ojca?-spytał chłopak.
-Nie wiem jeszcze.-odpowiedziała Eileen.
-Pomyślałem że może...mógłbym pójść z tobą.-zaproponował Peter.
-Jasne, czemu nie.-odpowiedziała dziewczyna.
-Zgaduję że chciałabyś jeszcze poleżeć, zostawię cię samą.-powiedział chłopak po czym wyszedł.
Wchodząc do kuchni, machnął różdżką i wszystkie naczynia zaczęły same się zmywać. szybko po Peter chciał wziąć prysznic. Poruszał się po mieszkaniu tak pewnie jakby było jego. Otworzył drzwi od razu trafił do błękitnej łazienki z kafelkowymi ścianami. W rogu znajdował się prysznic. Chłopak zrzucił z siebie ubrania, ociągnął zasłonę kabiny i wszedł do środka. Umył się szybko, wyszedł powoli z kabiny, chwycił ręcznik wiszący obok i wytarł się. Wychodząc z łazienki trochę się zapomniał, gdyż wyszedł z niej w samych bokserkach. Na szczęście Eileen nie wyszła z sypialni. Peter poszedł do swojej tymczasowej sypialni i założył świeże ubrania. Wyszedł z pokoju, przeszedł przez korytarz i nacisnął klamkę sypialni ślizgonki. Już chciał mówić jest że mogą iść lecz ona....spała. Chłopak uśmiechnął się i usiadł obok dziewczyny. Patrzył na nią, uśmiechała się. Jej wyraz twarzy sprawiał że wydawało się że wszystkie problemy ulatywały. Peter nie miał ich dużo, ale te które miał były dość poważne. Jego ojciec, czarnoksiężnik o którym mówił dyrektor. Chłopak mimo swoich problemów czuł że musi teraz podtrzymywać Eileen na duchu. Że potrzeba jest jej pomoc. Poza tym zbliżał się do niej coraz bliżej. Za każdym razem gdy ktoś obrażał ślizgonów Peter mówił, że nie wszyscy są tacy. Że żyją czarodzieje którzy jego zdaniem wcale tam nie pasują, a jednak tam są. Nie miał za złe nawet Dylanowi tego że rzucił na niego klątwę. Peter sam nie był czysty w tej sprawie. Chociaż był gryfonem to potrafił używać zaklęć czarnomagicznych, w tym większości klątw. Nie używał ich jednak przeciw czarodziejom z Hogwartu. Ćwiczył je tylko i wyłącznie na wypadek, gdyby musiał ich użyć podczas pracy jako auror.
Eileen ruszyła się. Powoli otwarła oczy i popatrzyła na Petera. Chłopak zobaczył że się rumieni. Próbowała to ukryć zrzucając na twarz swoje kruczoczarne włosy. Zrobiła to jednak zbyt wolno.
Gryfon wstał i po prostu wyszedł. Miał nadzieję, że ślizgonka sama zorientuje się która godzina i wyjdzie z łóżka. Tak się też stało. Po chwili otworzyły się drzwi, a zza nich wyszła Eileen, biegnąc do łazienki. Peter usłyszał szum wody. Po chwili dziewczyna wróciła. Chłopak pomógł ubrać się ślizgonce i narzucił na siebie płaszcz. Razem wyszli na mróz jaki panował na zewnątrz. Dziewczyna zamknęła drzwi. Para czarodziejów ruszyła w stronę szpitala. Po chwili znaleźli się tam,a kiedy weszli do środka, spoczął na nich wzrok pielęgniarek stojących przy sali w której leżał ojciec Eileen.
Dziewczyna znowu się zarumieniła. Po chwili czarodzieje weszli do sali. Na środku stało stalowe łóżko, a na nim leżał mężczyzna który wyglądał jakby tylko spał. Właściwie spał, tylko długo. Zdecydowanie zbyt długo dla Eileen. Ślizgonka usiadła obok niego, przywitała się z nim i zaczęła opowiadać, jakby jej ojcu nic nie było, jakby wcale nie był w śpiączce. Peter nasłuchał się na swój temat komplementów, o jakich nawet nie marzył. Nikt w życiu aż tak go nie pochwalał. Chłopak właściwie był zaskoczony opinią dziewczyny na swój temat. Peter usiadł obok Eileen. Ślizgonka oparła głowę o jego ramię. Siedzieli tak parę godzin. Nagle stało się coś zupełnie niespodziewanego. Mężczyzna otworzył oczy. Radość, którą Eileen okazała w tym momencie trudno byłoby ubrać w słowa. Gryfon pobiegł po pielęgniarki.
-O której idziesz do ojca?-spytał chłopak.
-Nie wiem jeszcze.-odpowiedziała Eileen.
-Pomyślałem że może...mógłbym pójść z tobą.-zaproponował Peter.
-Jasne, czemu nie.-odpowiedziała dziewczyna.
-Zgaduję że chciałabyś jeszcze poleżeć, zostawię cię samą.-powiedział chłopak po czym wyszedł.
Wchodząc do kuchni, machnął różdżką i wszystkie naczynia zaczęły same się zmywać. szybko po Peter chciał wziąć prysznic. Poruszał się po mieszkaniu tak pewnie jakby było jego. Otworzył drzwi od razu trafił do błękitnej łazienki z kafelkowymi ścianami. W rogu znajdował się prysznic. Chłopak zrzucił z siebie ubrania, ociągnął zasłonę kabiny i wszedł do środka. Umył się szybko, wyszedł powoli z kabiny, chwycił ręcznik wiszący obok i wytarł się. Wychodząc z łazienki trochę się zapomniał, gdyż wyszedł z niej w samych bokserkach. Na szczęście Eileen nie wyszła z sypialni. Peter poszedł do swojej tymczasowej sypialni i założył świeże ubrania. Wyszedł z pokoju, przeszedł przez korytarz i nacisnął klamkę sypialni ślizgonki. Już chciał mówić jest że mogą iść lecz ona....spała. Chłopak uśmiechnął się i usiadł obok dziewczyny. Patrzył na nią, uśmiechała się. Jej wyraz twarzy sprawiał że wydawało się że wszystkie problemy ulatywały. Peter nie miał ich dużo, ale te które miał były dość poważne. Jego ojciec, czarnoksiężnik o którym mówił dyrektor. Chłopak mimo swoich problemów czuł że musi teraz podtrzymywać Eileen na duchu. Że potrzeba jest jej pomoc. Poza tym zbliżał się do niej coraz bliżej. Za każdym razem gdy ktoś obrażał ślizgonów Peter mówił, że nie wszyscy są tacy. Że żyją czarodzieje którzy jego zdaniem wcale tam nie pasują, a jednak tam są. Nie miał za złe nawet Dylanowi tego że rzucił na niego klątwę. Peter sam nie był czysty w tej sprawie. Chociaż był gryfonem to potrafił używać zaklęć czarnomagicznych, w tym większości klątw. Nie używał ich jednak przeciw czarodziejom z Hogwartu. Ćwiczył je tylko i wyłącznie na wypadek, gdyby musiał ich użyć podczas pracy jako auror.
Eileen ruszyła się. Powoli otwarła oczy i popatrzyła na Petera. Chłopak zobaczył że się rumieni. Próbowała to ukryć zrzucając na twarz swoje kruczoczarne włosy. Zrobiła to jednak zbyt wolno.
Gryfon wstał i po prostu wyszedł. Miał nadzieję, że ślizgonka sama zorientuje się która godzina i wyjdzie z łóżka. Tak się też stało. Po chwili otworzyły się drzwi, a zza nich wyszła Eileen, biegnąc do łazienki. Peter usłyszał szum wody. Po chwili dziewczyna wróciła. Chłopak pomógł ubrać się ślizgonce i narzucił na siebie płaszcz. Razem wyszli na mróz jaki panował na zewnątrz. Dziewczyna zamknęła drzwi. Para czarodziejów ruszyła w stronę szpitala. Po chwili znaleźli się tam,a kiedy weszli do środka, spoczął na nich wzrok pielęgniarek stojących przy sali w której leżał ojciec Eileen.
Dziewczyna znowu się zarumieniła. Po chwili czarodzieje weszli do sali. Na środku stało stalowe łóżko, a na nim leżał mężczyzna który wyglądał jakby tylko spał. Właściwie spał, tylko długo. Zdecydowanie zbyt długo dla Eileen. Ślizgonka usiadła obok niego, przywitała się z nim i zaczęła opowiadać, jakby jej ojcu nic nie było, jakby wcale nie był w śpiączce. Peter nasłuchał się na swój temat komplementów, o jakich nawet nie marzył. Nikt w życiu aż tak go nie pochwalał. Chłopak właściwie był zaskoczony opinią dziewczyny na swój temat. Peter usiadł obok Eileen. Ślizgonka oparła głowę o jego ramię. Siedzieli tak parę godzin. Nagle stało się coś zupełnie niespodziewanego. Mężczyzna otworzył oczy. Radość, którą Eileen okazała w tym momencie trudno byłoby ubrać w słowa. Gryfon pobiegł po pielęgniarki.
sobota, 15 grudnia 2012
Rozdział 12
Peter poczuł na swojej twarzy ciepło. Ciepło, którego nie czuł od początku zimy. Od jego skóry odbijały się promienie słońca. Chłopak powoli otworzył oczy. Ujrzał przed sobą piękną twarz. Piękną, pomimo czerwonych oczu. Czuł na twarzy oddech Eileen leżącej obok niego. Właściwie nic od nocy się nie zmieniło. Dziewczyna dalej była w niego wtulona tak mocno jak tylko potrafiła. Normalny chłopak w takiej sytuacji wyrwał by się jej z objęć i wyskoczył z łóżka, jednak Peter nie był normalny. Był czuły, choć nie wyglądał. Czuł że łączy go z Eileen coś więcej niż przyjaźń. Jedno pytanie nie dawało mu spokoju. "Dlaczego nie powiedziała o tym wszystkim Dylanowi? Uznała że nie warto go tym dręczyć? Czy że skoro nie pyta to go to nie obchodzi?". Pewnie gdyby Peter nie zapytał też by się nie dowiedział. Jednak miał dość tego że Eileen czuje się źle. Miał dość przygnębionej dziewczyny. Chciał jej pomóc. Ślizgonka która zawsze była pogodna i na swój sposób zawsze wesoła, była teraz pogrążona w rozpaczy. Peter nie potrafił jej zrozumieć. Nigdy nie dręczyło go uczucie że może stracić kogoś tak mu bliskiego. Nie znał rodziców, więc nie wiedział jak to jest. Czuł jednak jakąś więź między nim a Eileen. Była prawie taka jak on. Może trochę bardziej podporządkowana zasadom. Peter zawsze je łamał. Odkąd pamięta. Od zawsze sprzeciwiał się prawu jakie panowało w Hogwarcie. Przestał nawet nosić mundurek. Nauczyciele przestali na to zwracać uwagę. Był rok, w którym chłopak wylądował za to parę razy u dyrektora, jednak te wizyty nic nie dały. On dalej był przeciw. Eileen puściła chłopaka. Peter wstał i poszedł w stronę kuchni. Miał zamiar zrobić śniadanie, co nawet nieźle mu wychodziło. Problem był w tym, że był w tej kuchni po raz pierwszy w życiu i nie wiedział gdzie co jest. Zaczął szukać po szufladach. Wreszcie w jednej z szuflad udało mu się znaleźć patelnie. Zajrzał do chlebaka. Pojemnik był zupełnie pusty. Piekarnia była niedaleko więc gryfon wyszedł i za parę minut wrócił z ciepłym jeszcze, francuskim pieczywem. Chłopak wziął masło z lodówki, wyjął nóż, pokroił chleb i posmarował go. Znowu zajrzał do lodówki. Były w niej resztki bekonu. Peter wyjął je, pokroił i wrzucił na patelnię. Przycisnął pokrętło kuchenki i wyszeptał "Perriculum" celując w palnik różdżką. Zastanawiał się czy przyjaciele którym nie powiedział nic o wyjeździe martwią się o niego. Pomyślał co robią Rose i Tom. Chłopak zamieszał zrumieniony bekon i wysypał go na talerz. Na rozgrzaną patelnię wrzucił kromki francuskiego pieczywa posmarowane masłem. Po kilku minutach masło roztopiło się, a chleb przypiekł. Peter zdjął przygotowane grzanki z patelni i obłożył bekonem. Chłopak ponownie otworzył lodówkę. Nie było w niej jajek które także chciał usmażyć. Wpadł też na genialny pomysł zrobienia Eileen gorącej czekolady. Musiał więc przejść się do sklepu który na szczęście znajdował się blisko. Po chwili chłopak wrócił do domu z jajkami i dwiema tabliczkami mlecznej czekolady.
Rozbił skorupki jajek i wrzucił na rozgrzaną dalej patelnię. Sięgnął do szuflady z której wcześniej ją wyciągnął i pokruszył czekoladę do wyciągniętego rondelka. Wstawił go na palnik, który o dziwo nie potrzebował interwencji magii by się rozpalić. Peter wyciągnął jajka drewnianą łopatką i zaglądał co chwilę czy przypadkiem czekolada się nie rozpuściła. Grzanki wyglądały naprawdę niesamowicie. W końcu gorąca czekolada została przelana do kubka. Chłopak wszystko postawił na tacy i zaniósł Eileen do sypialni.
Rozbił skorupki jajek i wrzucił na rozgrzaną dalej patelnię. Sięgnął do szuflady z której wcześniej ją wyciągnął i pokruszył czekoladę do wyciągniętego rondelka. Wstawił go na palnik, który o dziwo nie potrzebował interwencji magii by się rozpalić. Peter wyciągnął jajka drewnianą łopatką i zaglądał co chwilę czy przypadkiem czekolada się nie rozpuściła. Grzanki wyglądały naprawdę niesamowicie. W końcu gorąca czekolada została przelana do kubka. Chłopak wszystko postawił na tacy i zaniósł Eileen do sypialni.
Rozdział 11
Eileen wyglądała na przygnębioną. Miał wielką ochotę dowiedzieć się co się z nią dzieje. Dzisiaj na szczęście miał z nią eliksiry. Chłopak po chwili był w lochach. Na lekcji eliksirów dziewczyna wcale się nie udzielała, co więcej Peter zauważył że co chwilę się trzęsła. Po skończonej lekcji dziewczyna szybko wybiegła z klasy lecz nie na tyle szybko by gryfon mógł jej nie dogonić. Złapał ją za ramię.
-Co się z tobą dzieje? Martwię się.-spytał.
Dziewczyna usiadła na pobliskiej ławce i gestem wskazała Peterowi by zrobił to samo.Chłopak zdjął płaszcz i zarzucił go na Eileen. Opowiedziała mu o swoim ojcu który miał wypadek samochodowy i o tym że jest teraz w kiepskim stanie śpiączki farmakologicznej. Powiedziała mu także o umowie zawartej z dyrektorem. O tym że codziennie po lekcjach może u niego być i o tym że na weekend do niego wyjeżdża.
-Pojadę z tobą.-oznajmił Pete. Eileen spojrzała na niego jakby chciała mu podziękować, jednak nie umiała tego z siebie wydusić. Ślizgonka przestała już się trząść. Chłopak postanowił że między lekcjami pójdzie do dyrektora poprosić go o ty by mógł jechać z nią. Następną lekcję także mieli razem. Po lekcji opcm Peter popędził do gabinetu dyrektora. Dyrektor zgodził się z nim i wydał zgodę na opuszczenie przez niego szkoły na weekend. Eileen nie powinna teraz być sama. Po skończonych lekcjach para czarodziejów poszła się spakować i spotkała się w sali wejściowej. Czarodzieje ruszyli do wioski by się z niej deportować prosto pod szpital. Gryfon postanowił dać ślizgoncę trochę swobody i zostawić ją samą z ojcem. Postanowił więc odwiedzić siostrę. Deportował się prosto przed jej dom. Zapukał. Nikt nie otwarł. Popchał więc drzwi które okazały się być....otwarte. "Pewnie znowu wyjechała i zapomniała zamknąć drzwi. Kiedyś zobaczy że ją okradną"pomyślał chłopak wchodząc do domu. W środku wszystko było tak samo jak wtedy gdy wyjeżdżał. W środku panowały zupełne ciemności. "Lumos maxima" wyszeptał wyciągając różdżkę i pokój rozświetlił się. Te same stare fotele, skrzypiące schody. Skoro nie ma jej w domu to po co ma tu siedzieć, więc chwycił klucze, zamknął drzwi i deportował się pod szpital przed którym znajdował się pół godziny temu. Uznał że to jeszcze za mało czasu dla Eileen. Udał się więc do kawiarenki znajdującej się obok szpitalnego budynku. Kawiarnia była mała. Przy barze stało kilka stalowych, wysokich, barowych krzeseł. Po bokach stał dwa stoliki z krzesłami poustawianymi obok. Peter podszedł do baru i zamówił Cafe Latte. Usiadł przy jednym ze stolików. Po chwili kelnerka przyniosła mu jego kawę. Chłopak pił powoli. Kiedy skończył zamówił to samo. Minęły dwie godziny. Peter zostawił pieniądze i wyszedł. Ruszył powoli w stronę wejścia do szpitala. Przechodząc obok sal chorych, w których ludzie walczyli o życie, wreszcie trafił na oiom. Nikt nie zwrócił mu uwagi że tam wchodzi. Chłopak podszedł powoli do Eileen i powiedział:
-Musimy już iść.
Dziewczyna pożegnała się z ojcem i razem z Peterem wyszła. Czarodzieje deportowali się do mieszkania ojca ślizgonki. Eileen wskazała gryfonowi gdzie ma spać, a sama udała się do sypialni którą, jak myślał Peter, zajmował jej ojciec. Chłopak położył walizkę obok łóżka i się na nie rzucił. Po paru minutach usnął. W nocy obudził go krzyk. Peter szybko wstał i zbiegł na dół. Dziewczyna siedziała w kuchni.
-Przepraszam...-szepnęła, ukrywając twarz w dłoniach.
Gryfon podszedł do dziewczyny i przytulił ją. Bardzo było mu jej żal. Ślizgonka płakała. Z resztą kto by nie płakał w takich okolicznościach? Eileen oparła mu się o ramie i się w nie wypłakała.
-Powinnaś się położyć-stwierdził chłopak.
-Chyba masz rację.-odpowiedziała dziewczyna dalej mając łzy w oczach, po czym razem z Peterem poszła do sypialni ojca. Razem usiedli na łóżku.
-Czy mógłbyś...przytulić mnie jeszcze raz?-spytała Eileen.
-Oczywiście że tak.-odpowiedział chłopak przytulając ją.
Po paru minutach ślizgonka zasnęła. Peter próbował położyć ją na łóżku jednak ona trzymała go tak mocno że musiał położyć się z nią. Po chwili chłopak zasnął.
-Co się z tobą dzieje? Martwię się.-spytał.
Dziewczyna usiadła na pobliskiej ławce i gestem wskazała Peterowi by zrobił to samo.Chłopak zdjął płaszcz i zarzucił go na Eileen. Opowiedziała mu o swoim ojcu który miał wypadek samochodowy i o tym że jest teraz w kiepskim stanie śpiączki farmakologicznej. Powiedziała mu także o umowie zawartej z dyrektorem. O tym że codziennie po lekcjach może u niego być i o tym że na weekend do niego wyjeżdża.
-Pojadę z tobą.-oznajmił Pete. Eileen spojrzała na niego jakby chciała mu podziękować, jednak nie umiała tego z siebie wydusić. Ślizgonka przestała już się trząść. Chłopak postanowił że między lekcjami pójdzie do dyrektora poprosić go o ty by mógł jechać z nią. Następną lekcję także mieli razem. Po lekcji opcm Peter popędził do gabinetu dyrektora. Dyrektor zgodził się z nim i wydał zgodę na opuszczenie przez niego szkoły na weekend. Eileen nie powinna teraz być sama. Po skończonych lekcjach para czarodziejów poszła się spakować i spotkała się w sali wejściowej. Czarodzieje ruszyli do wioski by się z niej deportować prosto pod szpital. Gryfon postanowił dać ślizgoncę trochę swobody i zostawić ją samą z ojcem. Postanowił więc odwiedzić siostrę. Deportował się prosto przed jej dom. Zapukał. Nikt nie otwarł. Popchał więc drzwi które okazały się być....otwarte. "Pewnie znowu wyjechała i zapomniała zamknąć drzwi. Kiedyś zobaczy że ją okradną"pomyślał chłopak wchodząc do domu. W środku wszystko było tak samo jak wtedy gdy wyjeżdżał. W środku panowały zupełne ciemności. "Lumos maxima" wyszeptał wyciągając różdżkę i pokój rozświetlił się. Te same stare fotele, skrzypiące schody. Skoro nie ma jej w domu to po co ma tu siedzieć, więc chwycił klucze, zamknął drzwi i deportował się pod szpital przed którym znajdował się pół godziny temu. Uznał że to jeszcze za mało czasu dla Eileen. Udał się więc do kawiarenki znajdującej się obok szpitalnego budynku. Kawiarnia była mała. Przy barze stało kilka stalowych, wysokich, barowych krzeseł. Po bokach stał dwa stoliki z krzesłami poustawianymi obok. Peter podszedł do baru i zamówił Cafe Latte. Usiadł przy jednym ze stolików. Po chwili kelnerka przyniosła mu jego kawę. Chłopak pił powoli. Kiedy skończył zamówił to samo. Minęły dwie godziny. Peter zostawił pieniądze i wyszedł. Ruszył powoli w stronę wejścia do szpitala. Przechodząc obok sal chorych, w których ludzie walczyli o życie, wreszcie trafił na oiom. Nikt nie zwrócił mu uwagi że tam wchodzi. Chłopak podszedł powoli do Eileen i powiedział:
-Musimy już iść.
Dziewczyna pożegnała się z ojcem i razem z Peterem wyszła. Czarodzieje deportowali się do mieszkania ojca ślizgonki. Eileen wskazała gryfonowi gdzie ma spać, a sama udała się do sypialni którą, jak myślał Peter, zajmował jej ojciec. Chłopak położył walizkę obok łóżka i się na nie rzucił. Po paru minutach usnął. W nocy obudził go krzyk. Peter szybko wstał i zbiegł na dół. Dziewczyna siedziała w kuchni.
-Przepraszam...-szepnęła, ukrywając twarz w dłoniach.
Gryfon podszedł do dziewczyny i przytulił ją. Bardzo było mu jej żal. Ślizgonka płakała. Z resztą kto by nie płakał w takich okolicznościach? Eileen oparła mu się o ramie i się w nie wypłakała.
-Powinnaś się położyć-stwierdził chłopak.
-Chyba masz rację.-odpowiedziała dziewczyna dalej mając łzy w oczach, po czym razem z Peterem poszła do sypialni ojca. Razem usiedli na łóżku.
-Czy mógłbyś...przytulić mnie jeszcze raz?-spytała Eileen.
-Oczywiście że tak.-odpowiedział chłopak przytulając ją.
Po paru minutach ślizgonka zasnęła. Peter próbował położyć ją na łóżku jednak ona trzymała go tak mocno że musiał położyć się z nią. Po chwili chłopak zasnął.
Subskrybuj:
Posty (Atom)